Polska premiera prasowa nowego Forda Mondeo dopiero przed nami, ale już mieliśmy okazję jeździć nim po polskich drogach. Oto raport z jazdy najbogatszą odmianą Titanium z wysokoprężnym silnikiem 2,0 TDCi pod maską.
Energia w ruchu
Podczas niedawnej prezentacji nowego Mondeo na Sardynii, CEO Forda John Fleming zaręczał, że to najbardziej zaawansowany technicznie samochód w historii marki. Żeby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na łączenia dachu z nadwoziem, a w zasadzie ich brak. W miejscu gdzie w normalnych autach znajdziemy rynienki i uchwyty do mocowania relingów, w nowym Mondeo jest tylko łagodne przetłoczenie spajające dach z resztą nadwozia. To zasługa nowej techniki spawania przy użyciu lasera.

Z zewnątrz Mondeo prezentuje się bardzo okazale. Ostre linie i przetłoczenia dodają mu dynamiki, przez co wygląda na mocne i szybkie auto, nawet gdy stoi. Pokryta chromem osłona chłodnicy dostępna w droższych wersjach wyróżnia Mondeo spośród innych aut na ulicy. Do tego stopnia, że wielu myliło nasz testowy egzemplarz z Lexusem, co na pewno jest komplementem dla Forda i niekoniecznie afront dla Lexusa. Ale nowoczesny i wpadający w oko kształt nadwozia nie jest jego jedyna zaletą.
Obszerny jak nigdy dotąd
W porównaniu do modelu poprzedniej generacji nowe Mondeo w testowanej wersji 5-drzwiowej jest o 47 mm dłuższe i o 74 mm szersze. Aby się o tym przekonać, wystarczy zająć miejsce w środku. Przednie fotele dzięki wyprofilowanym boczkom i wszechstronnej regulacji położenia dosłownie otulają ciało kierowcy i pasażera. Gdyby jeszcze nie były tak niemiłosiernie twarde, byłoby niemal doskonale. Z tyłu miejsca jest jeszcze więcej i żaden z trzech, (a najlepiej dwóch pasażerów) nie będzie mieć powodów do narzekań. Masywny kokpit wykończono srebrnymi listwami mającymi przypominać aluminium. O tym, że tylko przypominają, można się przekonać dotykając srebrnego plastiku z którego je wykonano. Zestaw wskaźników testowanej przez nas wersji mieścił rozbudowany wielofunkcyjny wyświetlacz komputera pokładowego Converse+. Jego obsługa za pomocą przycisków umieszczonych na wielofunkcyjnej kierownicy jest niemal intuicyjna, a wszystkie informacje pokazywane są w języku polskim. Wielbicieli gadżetów ucieszy zaawansowana animacja sytemu, widoczna po każdej zmianie funkcji.
Jakość materiałów użytych do wykończenia kabiny pasażerskiej, to w porównaniu z poprzednim Mondeo wielki krok naprzód, choć do Audi i innych limuzyn klasy premium z pewnością jeszcze sporo brakuje. Mamy jedynie zastrzeżenia do twardego materiału z którego wykonano dolną cześć konsoli, nieco „przekombinowanych” przełączników sterowania szybami i tylnej klapy kryjącej ogromny bagażnik. Po pierwsze naciśniecie przycisku na pilocie tylko ją odmyka zamiast otwierać (jak np. w Passacie), po drugie każda osoba o wzroście poniżej 170 cm może mieć problemy z dosięgnięciem uchwytu i jej zamknięciem. Doceniamy, że konstruktorzy postanowili umilić życie tym wyższym, ale bez przesady.
Przestrzeń bagażową wynoszącą w tej wersji 486 litrów można zwiększyć do ponad 1400 litrów, składając oparcia tylnej kanapy. Niestety po ich złożeniu nie powstaje idealnie płaska przestrzeń. Jeśli komuś ta wada popsuje humor, odzyska go już po kilku kilometrach spędzonych za kierownicą Mondeo.
Pod maską cichutko…
…pracuje wysokoprężny silnik 2,0 TDCi. To jedna z 9 jednostek montowanych w nowym Mondeo. Ten 140-konny silnik plasuje się na szczycie oferty diesli. Pierwsze wrażenie to niemal idealne wygłuszenie jego pracy. Nie ma mowy, by w kabinie słychać było klekot charakterystyczny dla tego typu jednostek. Według nas, to obecnie najcichsze auto w tym segmencie. O ile akustycy zdziałali w Mondeo cuda, o tyle masa własna i przeciętna moc już nie oszukają zmysłów. Owszem, dla większości osób auto z tym silnikiem będzie wystarczająco dynamiczne (210 km/h, 0-100 km/h 9,5 s), ale tym, którzy chcą wykorzystać możliwości układu jezdnego, radzimy wybrać wersję z silnikiem benzynowym – np. z pięciocylindrowym o mocy 220 KM znanym z Focusa ST.
Podczas jazd na dystansie 200 kilometrów, komputer testowego egzemplarza wskazywał średnie zużycie ON na poziomie 10 litrów, co na pewno nie jest powodem do dumy. Z drugiej strony większość tego dystansu pokonaliśmy w mieście z maksymalnym wykorzystaniem dynamiki auta. Podczas spokojnej jazdy poza miastem bez problemu można zejść do poziomu 7-8 l/100km. Zawieszenie i układ jezdny to klasa sama dla siebie – nawet dla kogoś, kto wcześniej jeździł znacznie droższymi autami z szachownicą, bądź gwiazdą na masce. To naprawdę świetnie zestrojone podwozie, które potrafi dać kierowcy wiele frajdy z pokonywania zakrętów.
Żeby kupić, trzeba czekać
I to do września, gdyż wtedy ruszy oficjalna sprzedaż tego auta w Polsce. Ceny znane są już od kwietnia, a zainteresowani (z tego co wiemy, z każdym dniem jest ich coraz więcej) wpłacają teraz zaliczki, by odebrać auto za trzy miesiące. Prezentowana wersja to niemal kompletnie doposażony model Titanium w specyfikacji niemieckiej, wyceniony na 99 800 złotych.
Najbardziej zbliżony do niej w cenie i wyposażeniu jest Mondeo w „polskiej wersji” GoldX, który kosztuje 101 tysięcy. W wyposażeniu seryjnym między innymi komplet poduszek gazowych (w tym kolanowa i kurtyny powietrzne), automatyczna klimatyzacja dwustrefowa, zestaw audio Sony z 8 głośnikami, 16-calowe koła, lampy przeciwmgłowe i wiele innych elementów. Z bogatej listy wyposażenia dodatkowego przewidzianego do Mondeo, warto wymienić rozrusznik uruchamiany przyciskiem (1000 złotych), sportowe zawieszenie (1000 złotych), sensory parkowania z przodu i z tyłu (2500 złotych), czy reflektory biksenonowe za 4100 złotych.
Nowe Mondeo nie ma czego się wstydzić nawet przy znacznie droższych samochodach. W swoim segmencie to obecnie jedna z lepszych propozycji. Ma wiele wad, ale który samochód ich nie ma? Za to jego zalety z pewnością pomogą przekonać do niego każdego, kto zasiądzie za kierownicą.
Za udostępnienie samochodu do testu dziękujemy firmie Gonera&Company
– łódzkiemu autoryzowanemu dilerowi Forda.










